^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

portal zielona energetykaPoseł Zbigniew Gryglas, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Morskiej Energetyki Wiatrowej chce, aby rząd przyjął program dedykowany morskiej energetyce wiatrowej do końca 2018 r. Zespół rekomenduje budowę polskiej strefie ekonomicznej na Bałtyku wiatraków o łącznej mocy nawet do 10 GW. Oczywiście wiatrakowanie polskiego wybrzeża będzie wiązało się z olbrzymim finansowym wsparciem dla morskiej energetyki wiatrowej oraz wydatkami związanymi z budową rezerwowej mocy, czyli elektrowni atomowej. W ten sposób konsumenci energii zapłacą podwójnie. Raz za fanaberie w postaci „ratowania” klimatu przez budowę wiatraków, a dwa za budowę elektrowni atomowej, która do tanich nie należy.

Poseł Zbigniew Gryglas, czyli ex „Nowoczesna”, a obecnie ugrupowanie Jarosława Gowina o bliżej nieznanej nazwie, od samego początku kadencji obecnego Sejmu jest jednoznacznie zadeklarowanym zwolennikiem wiatrakowania Polski. Po porzuceniu skompromitowanego Ryszarda „Madera” Petru, zapał posła Gryglasa do budowy farm wiatrowych w ogóle nie zmalał. Wręcz przeciwnie nabiera on co raz większego rozmachu. Ostatnio ogłosił on powstanie „Narodowego Programu Rozwoju Morskiej Energetyki Wiatrowej”, o którym wypowiadał się tak:

„Nazwaliśmy nasz program Narodowym Programem Rozwoju Morskiej Energetyki Wiatrowej, bo uważamy, że to może być istotny program rozwoju gospodarczego, bynajmniej nie ograniczony tylko do energetyki, czyli do budowy nowych mocy. Będziemy chcieli zasugerować rządowi przyjęcie takiego programu, bo sądzimy, że rozwój morskiej energetyki wiatrowej na Bałtyku to może być impuls dla stworzenia nowego sektora polskiej gospodarki, polskiej specjalności, i tym samym pobudzenia jej w wielu obszarach - od poszczególnych gałęzi przemysłu na rzecz morskiej energetyki wiatrowej, poprzez sektor stoczniowy i porty, na usługach eksploatacyjnych skończywszy. Może powstać ponad 70 000 miejsc pracy, a PKB Polski wzrosnąć o dodatkowe 60 mld zł. (…)

Przygotowywany przez nas Narodowy Program Rozwoju Morskiej Energetyki Wiatrowej jest już skonkretyzowany. W szczególności oceniamy, że w polskiej strefie ekonomicznej Bałtyku do 2030 roku mogłyby powstać morskie farmy wiatrowe o mocy 6 GW, a do roku 2040 nawet o mocy 10 GW i sądzimy, że taki powinien być cel programu. To nie są abstrakcyjne liczby, bo z konsultacji z PSE wynika, że takie moce, jak wskazane, można by do sieci w podanych okresach przyłączyć.” [1] (podkreślenie redakcji)

sunset 768719 1280

fot. Pixabay/ CC0 Domena publiczna

Poseł Gryglas jest dla nas żywym dowodem na prawdziwość tezy, że Polska to jest taki kraj, w którym możliwe jest wszystko, nawet przejście z totalnej opozycji do ugrupowania rządzącego, bez zmiany poglądów politycznych. Wierność samemu sobie to ważna cecha, także wśród polityków, ale w tym przypadku mamy raczej do czynienia z typowym lobbingiem, który faktycznie można uprawiać w dowolnym ugrupowaniu, będącym akurat przy władzy.

Dlaczego podejrzewamy posła Gryglasa o lobbing na rzecz budowy farm wiatrowych? Ano dlatego, że by energetyka wiatrowa na morzu mogła w ogóle zaistnieć, niezbędne jest rządowe wsparcie. Inwestorzy nienawidzą ryzyka finansowego, więc starają się jak mogą, zapewnić sobie wikt i opierunek ze strony państwa. Bez tego ich sentyment do inwestowania spada do zera. Stąd zaangażowanie posła Gryglasa jest cokolwiek zrozumiałe. Zresztą mówi on o tym otwartym tekstem w artykule pt.: „Farmy wiatrowe odmienią Polskę. Jest plan, dzięki któremu gospodarka urośnie o 60 mld zł”, który ukazał się na portalu interia.pl.

„Będzie w tym dokumencie także mowa o finansowym systemie wsparcia dla morskiej energetyki wiatrowej, bo sądzimy, że w pierwszym etapie rozwoju tej branży w Polsce będzie ona wymagała wsparcia, które z czasem będzie ograniczane. Wskazujemy też na konieczność zabezpieczenia lokalizacji dla składowisk, bo procesy budowy morskich farm wiatrowych wymagają starannego przygotowania, a w tym właśnie składowania elementów farm wiatrowych, które mają gigantyczne rozmiary.

Oceniamy, że morska energetyka wiatrowa wymaga dedykowanego modelu wsparcia w tym sensie, że uwzględniającego specyfikę prac przygotowawczych, które są długotrwałe, i inwestycji w tej branży, które są kapitałochłonne, ale także obecnego stanu rozwoju projektów. (…)

Po zakończeniu prac nad założeniami Narodowego Programu Rozwoju Morskiej Energetyki Wiatrowej przedstawimy je rządowi. Naszym ambitnym celem jest, żeby rząd przyjął program dedykowany morskiej energetyce wiatrowej do końca 2018 roku.” [1]

logo stop wiatrakom mini[Nasz komentarz] Już po powołaniu Parlamentarnego Zespołu ds. Morskiej Energetyki Wiatrowej w listopadzie 2017 r. przestrzegaliśmy wtedy o wiatrakowym lobbingu odbywającym się wtedy jeszcze w konspiracji przed społeczeństwem. [2] Oddelegowany na odcinek morskiej energetyki wiatrowej poseł Gryglas dwoi się i troi, byle tylko przekonać rządzącą koalicję do zapłacenia rachunków za „tanią i czystą energię” z wiatraków. Co poseł Gryglas ma z tego, to tego nie wiemy i nie będziemy spekulować, ale za to wiemy, że aktualnie w Urzędzie Morskim w Gdyni toczą się prace nad kolejną wersją planu zagospodarowania przestrzennego polskiego Bałtyku, który wprost wskazuje obszary, gdzie planowane są budowy farm wiatrowych. Temu dokumentowi poświęcimy zresztą osobne opracowanie, gdyż warto wiedzieć, co naprawdę się dzieje w Polsce. Niestety, decyzje środowiskowe na trzy farmy wiatrowe na Bałtyku są już wydane i deweloperom brakuje „tylko” dopięcia spraw finansowych, by ruszyć z budową. Piszemy „tylko” w dużym cudzysłowie, gdyż rozmawiamy o kilkunastu miliardach złotych do wydania.

Szkoda, że obecny rząd pod światłym kierownictwem premiera Mateusza Morawieckiego, dał się omamić propagandzistom zielonej zarazy i wszędzie, gdzie może opowiada o "zrównoważonym rozwoju", który jest ideologią nakierowaną na pełną kontrolę ludzkiej populacji na Ziemii, a nie na zapewnienie ludziom i społeczeństwom wolności. Naszym zdaniem polityka klimatyczno – energetyczna Unii Europejskiej, cały system handlu emisjami CO2 oraz system dofinansowań ze środków europejskich jest tak skonstruowany, że wychodzą na tym dobrze tylko i wyłącznie kraje „starej Unii”. Po za wzrostem zadłużenia państwa i wyrzuceniem pieniędzy w błoto nic więcej nie osiągniemy. Wiatraki na morzu, może dłużej pracują od tych na lądzie, ale ich budowa i utrzymanie w ruchu kosztuje znacznie więcej, niż te stawiane na lądzie, gdyż warunki w jakich one pracują są wręcz ekstremalne. Pisaliśmy o tym na początku maja, jak wygląda sytuacja wiatraków postawionych na Morzu Północnym. http://stopwiatrakom.eu/wiadomo%C5%9Bci-zagraniczne/2504-niemieckie-farmy-morskie-wiatraki-nie-nadaj%C4%85-si%C4%99-do-eksploatacji-w-warunkach-morskich,-potencjalne-straty-mog%C4%85-i%C5%9B%C4%87-w-miliardy.html

Poseł Zbigniew Gryglas szafuje liczbami i marzy o wiatrakowaniu polskiego wybrzeża, które i tak już wygląda okropnie przez dziesiątki wiatraków stojących na lądzie, ale nie podzielamy jego entuzjazmu co do rozwoju tej branży w Polsce. Możemy co najwyżej zostać montownią masztów do elektrowni lub produkować same śmigła do elektrowni, ale produkcja samych turbin wiatrowych, to już jest wyłączna domena Niemiec, Danii i Hiszpanii, które nie dopuszczą do transferu technologii do Polski. Dlatego uważamy, że lepiej będzie, jeśli polskie stocznie skupią się na budowie statków, najlepiej z polskiej stali, choć przy obecnej polityce klimatycznej Unii, to huty stali w Polsce zostaną wygaszone najpóźniej w 2023, r., gdy skończą się darmowe przydziały emisji CO2. I nikt w tej sprawie palcem nie kiwnie, ani w rządzie, a w Unii Europejskiej, o ile ta do tego czasu nie upadnie z hukiem. Czego jej życzymy z całego serca.

Kto popiera wiatraki, ten przegrywa wybory

Redakcja stopwiatrakom.eu

Przypisy

[1] http://m.interia.pl/biznes/news,2575946

[2] http://www.stopwiatrakom.eu/aktualnosci/2390-sejm-powsta%C5%82-parlamentarny-zesp%C3%B3%C5%82-ds-morskiej-energetyki-wiatrowej.html