^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

portal wiadomosci zagranicznePięć kroków, jakie prezydent Trump powinien podjąć, aby USA przestało niszczyć nadzieje ludów Trzeciego Świata na lepsze, zdrowsze i dłuższe życie, które zapewnić może tylko dostęp do niezawodnej energii elektrycznej – przedstawia amerykański naukowiec.

Caleb Rossiter jest starszym wykładowcą (adjunct professorial lecturer) w School of International Service oraz na Wydziale Matematyki i Statystyki w American University w Waszyngtonie. Przedstawiamy tłumaczenie artykułu Rossitera pt. „Trump a ubóstwo energetyczne na świecie: pięć kroków”, który ukazał się na znanym blogu Anthony’ego Wattsa (wattsupwiththat.com) w dniu 17 stycznia 2017 r. [1]. Z dokonaniami dr Rossiter’a można zapoznać się na jego stronie: http://www.calebrossiter.com/cv.html

6 30 586 0Fot. Bretbart

Primum non nocere – po pierwsze, nie szkodzić, powiada maksyma lekarska. W odniesieniu do polityki państwowej, gdzie każde działanie wpływa odmiennie na różnych ludzi, należałoby raczej powiedzieć: po pierwsze, nie szkodzić w ostatecznym rozrachunku. Oznacza to, że dana polityka powinna dawać w sumie więcej korzyści, niż wynoszą jej koszty. Przykładowo, uruchomienie przez rząd programu rozwoju zatrudnienia jest czymś chwalebnym, ale trzeba także oszacować, jak wiele miejsc pracy nigdy nie powstanie, ponieważ sfinansowanie tego programu wymagać będzie podniesienia podatków, co ograniczy inwestycje sektora prywatnego i konsumpcję. W związku z tym uzasadnione jest pytanie, jaki będzie ostateczny wpływ tego programu na rynek pracy?

Przyjrzyjmy się wysiłkom administracji prezydenta Obamy, aby zapobiec katastrofom klimatycznym spowodowanym przez korzystanie z paliw kopalnych. Pomimo dobrych intencji działania służące ograniczeniu przemysłowych emisji dwutlenku węgla i innych gazów „cieplarnianych” przyniosły w ostatecznym rozrachunku znaczne szkody społeczeństwom poddanych w przeszłości kolonialnej dominacji krajów w Afryce, Azji i w Ameryce Południowej. W istocie polityka Obamy przypominała starania kolonialistów, aby uczynić z tych regionów obszary produkcji surowców, a nie przemysłowych konkurentów [Wszystkie pogrubienia tekstu pochodzą od redakcji]. Panikarze klimatyczni w administracji Obamy chcieli odwieść biedne kraje od budowy elektrowni i nowoczesnych sieci przesyłowych, przyznając za to pomoc zagraniczną na inwestycje „pozasieciowe”, takie jak niewielkiej skali farmy wiatrowe i słoneczne. Administracja Obamy doprowadziła także do wzrostu cen żywności w biednych krajach, forsując wykorzystanie płodów rolnych do realizacji celów dotyczących udziału „zielonych” źródeł energii. Obama tolerował nakładanie przez Unię Europejską kar na te kraje za eksportowanie tzw. „wysokoemisyjnych” wyrobów. Wątpliwości natury moralnej budzi to, że prognozy katastrof klimatycznych pozostają w sferze niejasnych hipotez i dotyczą dalekiej przyszłości, natomiast korzyści zdrowotne i gospodarcze, jakie daje rozwój oparty na paliwach kopalnych, są realne, potężne i możliwe do realizacji już teraz.

Jeśli idzie o stan zdrowia społeczeństw, ludzie potrzebują niezawodnej energii w swoich domach, fabrykach i biurach. Jeśli takiej energii nie otrzymają w formie prądu elektrycznego, to będą w dalszym ciągu palili drewno, łajno, węgiel drzewny lub uruchamiali swoje prądnice dieslowe. W Afryce, gdzie jedynie 25 procent domów na zapewnione stałe dostawy energii elektrycznej, a większość fabryk i biur doświadcza częstych blackoutów, mamy do czynienia z ciągłym kryzysem chorób dróg oddechowych powodowanych przez cząsteczki emitowane przez takie nieefektywne źródła energii. Jeśli idzie o wzrost gospodarczy i podniesienie średniej długości życia, wystarczy wskazać, że Chinom udało się, od kiedy stały się entuzjastą kapitalizmu opartego na energii z paliw kopalnych, zamknąć 20-letnią lukę w przeciętnym okresie życia ludzi w porównaniu do przeciętnej normy 80 lat w krajach rozwiniętych. Tymczasem Afryka, gdzie średnia długość życia wynosi 59 lat, wciąż jest z tyłu.

Oto pięć kroków, które prezydent Trump może podjąć, abyśmy przestali przeszkadzać, a być może nawet zaczęli mieć pozytywny wkład w realizację dążeń krajów rozwijających do lepszego i dłuższego życia, jakie może zapewnić niezawodna energia elektryczna.

Wytwarzanie energii: Polecić przedstawicielom USA w Banku Światowym i w regionalnych bankach rozwoju, jak również urzędnikom amerykańskiej Agencji na rzecz Międzynarodowego Rozwoju (komórki Departamentu Stanu ds. pomocy zagranicznej), aby popierali - zamiast blokować, jak to czynią obecnie - udzielanie pożyczek i dotacji na potrzeby elektrowni wykorzystujących węgiel, gaz lub ropę. Pomagając budować nowoczesne, wydajne jednostki energetyczne wyposażone w „skrubery”, możemy znacząco obniżyć emisje dwutlenku siarki i innych cząstek stałych. Są to rzeczywiste czynniki zanieczyszczające, których emisje należy zwalczać - w przeciwieństwie do dwutlenku węgla, który jest gazem śladowym mającym korzystny wpływ na wzrost plonów.

Rozbudowa sieci elektroenergetycznych: Realizowana przez administrację Obamy kampania pt. Power Africa nastawiona jest na wspieranie rozwiązań wyspowych, niezależnych od sieci, takich jak lokalne farmy wiatrowe i słoneczne o niewielkiej skali. Na kontynencie, którego możliwości rozwoju wciąż jeszcze spętane są przez dominację eksportu surowców na rynki byłych władców kolonialnych w zamian za przywóz wyrobów gotowych, taka polityka ma charakter na wskroś kolonialny. Afryka potrzebuje dostaw stałej energii do jej fabryk i biur, ponieważ bez niej nigdy nie będzie w stanie konkurować w ramach globalnej gospodarki. Nowoczesna sieć elektroenergetyczna to jedyny sposób po zapewnienie stałego zasilania energią. Taka sieć może być rozwijana powoli, tak aby zapewnić jej właściwe utrzymanie. Jednak w dłuższej perspektywie jest absolutnie niezbędna, jak dowodzi tego przykład Chin.

Wspierać jedynie trwałe projekty infrastrukturalne: Kraje rozwijające się, a zwłaszcza kraje afrykańskie pełne są porzuconych projektów-molochów – fabryk wyposażonych w zaawansowaną technologię, zapór wodnych, zakładów przetwórczych, studni i traktorów dostarczonych przez pełnych najlepszych intencji zagranicznych darczyńców. Niszczeją, ponieważ zabrakło woli politycznej ze strony rządów, które tę pomoc otrzymały, oraz właściwego otoczenia gospodarczego, w którym mogłyby funkcjonować.

Udany import technologii z innego kraju, który znajduje się na innym szczeblu rozwoju gospodarczego, to rzecz niełatwa, nawet w najbardziej sprzyjających okolicznościach. Kiedy taką pomoc otrzymuje rząd, który jest niedemokratyczny, skorumpowany lub rządzi przy pomocy represji, jest to strata pieniędzy i czasu. Amerykańskich dyplomatów i urzędników zajmujących się udzielaniem pomocy zagranicznej należy nagradzać – a nie karać, jak to dzieje się regularnie – za dokonanie prawidłowej oceny, czy dany projekt ma szanse powodzenia, czy też należy z niego zrezygnować. W większość przypadków rozwój ekonomiczny następuje tam, gdzie pozwalają na to lokalne warunki. Niewiele korzyści wynika z pomocy zagranicznej w warunkach dyktatury i powszechnej korupcji, z czym mamy do czynienia w większości krajów afrykańskich.

Porzucić wymagania w sprawie biopaliw: Afrykanie mówią o zjawisku „głodu z powodu biopaliw”. Chodzi o sytuację, kiedy firmy z krajów rozwiniętych przejmują pola uprawne wieśniaków (i wypalają dżunglę – red.), aby zapewnić sobie zyski dzięki spełnieniu przepisów dotyczących udziału „zielonych” paliw. Administracja Trumpa powinna zrezygnować z naszych regulacji dotyczących minimalnej zawartości etanolu. Skłonienie krajów europejskich, by zrobiły to samo, powinno stać się kluczowym punktem w naszych negocjacjach handlowych i rozmowach dyplomatycznych.

Sprzeciwić się regulacjom dotyczącym „zawartości węgla”: Nieustanne wysiłki krajów europejskich, aby znaleźć jakiejś naciągane „sposoby kompensacji emisji CO2”, które pozwolą im głosić, że zmniejszyły emisje dwutlenku węgla bez zamykania swoich własnych elektrowni, doprowadziły do totalnego chaosu w sferze importu towarów z krajów rozwijających się. Przykładowo, kwiaty z Kenii obłożone są podatkiem od emisji CO2, ponieważ przewożone są samolotami, które zużywają więcej energii z paliw kopalnych w przeliczeniu na jeden kwiat, niż wolniej poruszający się statek. Będąc uczestnikiem międzynarodowego konsorcjum podróży lotniczych Stany Zjednoczone mogą sprzeciwić się takim przepisom lub doprowadzić do ich uchylenia, co przyczyni się do rozwoju handlu i zatrudnienia w krajach rozwijających się. W 2011 r. amerykański Kongres ustanowił przepisy, które zablokowały plan konsorcjum, aby nałożyć „podatek węglowy” na wszelkie podróże lotnicze. Jeśli chronimy nasze prawa do podróżowania, powinniśmy zadbać także o prawa eksporterów w krajach rozwijających się.

Aby doprowadzić do takich zmian oraz zapewnić, że będą trwałe, Trump powinien wyraźnie ogłosić odrzucenie paradygmatu katastrofy klimatycznej spowodowanej przez korzystanie z paliw kopalnych. W okresie prezydentury Obamy w niemal każdej komórce rządu powstały prawdziwe księstwa urzędnicze, których głównym zadaniem wydaje się być wydawanie pieniędzy podatników, a jednocześnie demonizowanie gazów cieplarnianych. Porozumienie z Paryża z 2015 r. i określone w nim dobrowolne „cele dotyczące ograniczenia emisji na poziomie całej gospodarki”, jak i Ramowy traktat ONZ z 1992 r. wraz z jego wymogami sprawozdawczymi można po prostu zignorować, jak to z wielką hipokryzją robi wiele krajów. Trump powinien jednak oświadczyć, że USA wycofuje się z nich, bo taki wstrząs skłoni naszą krajową biurokrację do ograniczenia swoich szkodliwych działań.

Prezydenci mają uprawnienia do wycofania się z umów i traktatów, tak jak to uczynił Carter w przypadku naszego traktatu z Tajwanem, aby poprawić nasze stosunki z Chinami. Reagan odrzucił obligatoryjną jurysdykcję Międzynarodowego Trybunału, aby uniknąć przegrania sprawy dotyczącej kampanii USA przeciwko Nikaragui, a George W. Bush wycofał kraj z traktatu ABM (Anti-Ballistic Missile Treaty). Ze względu na postanowienia tych  porozumień międzynarodowych procedura wycofania się z nich zajmie kilka lat. Jednak sama deklaracja w tym zakresie zatrzymałaby lukratywny biznes „finansowania celów klimatycznych” i „reparacji klimatycznych”, na który idą miliardy dolarów pomocy zagranicznej.

Pytany jestem często, dlaczego podchodzę z takimi spokojem do twierdzeń o nadchodzącej katastrofie klimatycznej. No cóż, jako profesor statystyki i matematyki przez ostatnie dziesięć lat zajmowałem się analizowaniem wewnętrznej logiki modeli klimatycznych, w oparciu o które Międzyrządowy Zespół do spraw Zmiany Klimatu (IPCC), czyli ekspozytura ONZ dla propagandy klimatycznej, twierdzi, że przyrost średnich globalnych temperatur o pół stopnia Celsjusza między 1980 a 2010 rokiem wynika w przeważającej części z przemysłowych emisji gazów cieplarnianych.

Wspomniane modele, które skłoniły prezydenta Obamę do objęcia stanowiska „naczelnego termostatu kraju” (thermostat-in-chief), są ogromnie skomplikowane, a jednocześnie są to bardzo dziecinne, czy nawet zupełnie poronione pomysły wobec chaotycznego funkcjonowania atmosfery i tajemnicy oceanów, które starają się odwzorowywać. Zakrawa na żart, że te same modele IPCC zakładają, że podobny wzrost temperatur w okresie 1910-1940, kiedy emisje spowodowane przez człowieka znajdowały się na zbyt niskim poziomie, by mieć teoretycznie znaczący wpływ, były wynikiem naturalnych zmian w klimacie.

Jednak to właśnie takie niewielkie ocieplenie (cokolwiek jest jego przyczyną) stały się powodem niemal urojeń i obsesji u prezydenta Obamy. W ciągu ostatnich dziesięciu lat kazałem moim studentom analizować opracowania naukowe, na podstawie których IPCC wydaje swoje częste komunikaty na temat już obecnie występujących katastrof klimatycznych, które mają ulec eskalacji po dalszych 100 latach podobnego ocieplania się klimatu. Ku swojemu zaskoczeniu moi studenci stwierdzili w jednym przypadku po drugim, że wyniki badań dotyczących burz, powodzi, poziomu morza, pożarów leśnych, malarii i innych rzekomych nieszczęść są co najmniej niejednoznaczne. Mając do dyspozycji dane z poprawnie przeprowadzonych pomiarów w skali światowej z okresu niewielu lat, niezwykle trudno jest wyodrębnić wpływ jednego czynnika od oddziaływania tysięcy znanych i nieznanych zmiennych, trendów i czystych zbiegów okoliczności, które składają się na zmiany klimatu.

Nie wątpię, że gazy cieplarniane będą w dalszym ciągu powodowały pewne ocieplenie, choć w stopniu mniejszym niż twierdzą klimatyczni alarmiści. Nie mam też wątpliwości, że klimat będzie dalej zmieniał się, niezależnie od emisji przemysłowych. Tak jak to miało miejsce w przeszłości, ludzkość będzie radzić sobie z takimi zmianami – i to dużo bardziej skutecznie niż w przeszłości dzięki nowoczesnym technologiom i własnej zamożności. Jednak po 35 latach intensywnych studiów nie widzę powodu, by wierzyć w przepowiednie prezydenta Obamy dotyczące zagrożeń dla planety, jakie mają spowodować dalsze emisje dwutlenku węgla. Stąd wynika moje głębokie przekonanie, że nie ma podstaw, by wierzyć w prawdopodobieństwo katastrofy klimatycznej i że takie ryzyko blednie w porównaniu z korzyściami, jakie biedne kraje mogą odnieść ze stosowania paliw kopalnych.

Caleb Rossiter

Tłumaczenie: Jacek Malski
Redakcja stopwiatrakom.eu

ŹRÓDŁO:

Caleb Rossiter, „Trump and International Energy Poverty: Five Steps”, guest essay, 17.01.2016, wattsupwiththat.com -

https://wattsupwiththat.com/2017/01/17/trump-and-international-energy-poverty-five-steps/