^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

portal wiadomosci zagraniczneNiemcy lubią kreować się na klimatycznego lidera, który wyznacza kierunek zamian w energetyce i za którego przykładem podążają wszyscy inni. Niemiecka rzeczywistość jest jednak zupełnie inna i przypomina zabawę małych dzieci w piaskownicy, które są skupione tylko na sobie i na budowie zamków na piasku. W chwilach kryzysu widać jednak, że cała ta „transformacja energetyczna”, to kolos na glinianych nogach, który czeka na dobry moment, by upaść. Niedawno niemiecka minister środowiska Svenja Schulze przyznała, że Niemcy nie osiągną planowanej redukcji emisji CO2 do 2020 r. i że konieczny jest plan naprawczy. [1] Teraz dochodzą kłopoty z budową linii przesyłowych.

Kiepskie tempo rozbudowy sieci przesyłowej w Niemczech

Niemieckie problemy z rozbudową własnej sieci elektroenergetycznej są znane od lat i wynikają zarówno z wadliwych lokalizacji samych elektrowni, położonych z dala od miejsca odbioru energii, jak i z licznych protestów rolników, mieszkańców wsi i organizacji ekologicznych, które przeciwstawiają się rozbudowie sieci przesyłowej. Paradoksalnie w Polsce mamy już takie przepisy (specustawa przesyłowa), które uniemożliwiają jakiekolwiek skuteczne protesty przy budowie linii energetycznych, a w Niemczech sprawy przestrzegania procedur traktuje się całkiem serio, więc inwestycje się ślimaczą.

IMG 20180804 195622

fot. materiały własne redakcji

Na kiepskie tempo rozbudowy sieci przesyłowej w Niemczech, zwrócił uwagę urzędujący minister Gospodarki – Piotr Altmaier, który, w dniu 14 sierpnia 2018 r., przedstawił plan przyspieszenia inwestycji sieciowych. Jego plan przewiduje skrócenie procedur planowania linii, w tym rezygnację z przedstawiania wariantów alternatywnych oraz skoncentrowanie wysiłków na modernizacji istniejących już linii przesyłowych w celu zwiększenia ich przepustowości [2]

Jak pisze niemiecki portal „dw.com” – „Opóźnienia są tak duże, że konieczne są zabiegi polityczne – powiedział Altmaier w Federalnej Agencji Sieci w Bonn. Celem jest, by z końcem okresu legislacyjnego w roku 2021 nastąpiły decydujące postępy w rozbudowie sieci. Według aktualnych informacji Federalnej Agencji Sieci, z 7700 km nowych tras, niezbędnych do realizacji transformacji energetycznej. Obecnie wydano zezwolenia na budowę 1750 km, a zrealizowano tylko 950 km. Budowa sieci nie jest tak szybka, jak byłoby to konieczne -  przyznał szef Federalnej Agencji Sieci Jochen Homann. Minister Altmaier zaznaczył, że „liczbami tymi nie ma się co chwalić”. [2]

Nadmiar zainstalowanej mocy w OZE przyczyną problemów w niemieckiej sieci energetycznej

Niemcy wydają rokrocznie ok. 20 mld euro na wsparcie dla OZE, trudno się więc dziwić, że ich udział w wytwarzaniu energii elektrycznej sięga już 36%. Plany dekarbonizacji gospodarki są takie, że w 2022 r. ma zostać zamknięta ostatnia elektrownia atomowa w Niemczech oraz ma wzrosnąć udział OZE w miksie energetycznym aż do 65%. Tak wysoki udział niestabilnych źródeł OZE (wiatraki + fotowoltaika) sprawia, że zarządzanie siecią elektroenergetyczną jest coraz trudniejsze i powoduje wzrost kosztów zarządzania. Dodatkowo, niebagatelną kwestią w Niemczech jest to, że ich potencjał gospodarczy skoncentrowany jest w południowych landach (Bawaria i Północna Nadrenia – Westfalia), zaś źródła OZE instaluje się głównie na północy, która jest słabiej zaludniona i ma lepsze warunki wietrzne.

Portal „dw.com” pisze o tym wprost, że: „Energia z parków wiatrowych na wybrzeżu musi być transportowana do wielkich centrów przemysłowych na południu i południowym zachodzie Niemiec. Z tego względu potrzeba tysięcy kilometrów nowych linii. Ich budowę utrudniają między innymi protesty okolicznych mieszkańców, rolników i ekologów. Obecnie często dochodzi do sytuacji, że na północy trzeba odłączać z sieci elektrownie gazowe czy węglowe lub parki wiatrowe, ponieważ produkują one więcej energii niż jest w stanie przekazać sieć. Natomiast, aby w zaopatrzyć potrzebujące energii elektrycznej południe Niemiec, uruchamiane muszą być rezerwowe elektrownie na południu kraju.” [2]

I teraz najważniejsze. Z punktu widzenia ekonomicznego brak zaopatrzenia w konkretny towar lub usługę, jak i nadmiarowa ich podaż, generują dodatkowe koszty, związane z szybkim zakupem potrzebnego towaru (jest drożej) lub też generują koszty związane z przechowywaniem zapasów lub szybkim zbywaniem zbędnego towaru (jest taniej). Także rynek energii kieruje się prawem popytu i podaży, w co niemieckim planistom trudno uwierzyć, choć doświadczają tego na co dzień.

„W ubiegłym roku koszty z tytułu tej nadpodaży i jednoczesnego niedoboru osiągnęły rekordową sumę 1,4 mld euro. Szef Federalnej Agencji Sieci Homann podkreślił, że w latach 20-tych tego stulecia koszty te mogą podnieść się do ponad 4 mld euro rocznie, jeżeli nie powiodłaby się rozbudowa sieci. Koszty te byłyby potem wliczane w koszty produkcji energii i dodatkowo obciążałyby konsumentów.” [2]

logo stop wiatrakom mini[Nasz komentarz] Warto wciąż zadawać sobie pytanie czy stać nas, jako kraj na dorobku, na powielanie niemieckiej ścieżki „rozwoju” energetyki? Czy stać nas na powielanie niemieckich błędów w energetyce? Czy stać na stworzenie modelu biznesowego, który nigdzie się nie sprawdził i który zawsze wymaga dotacji ze strony państwa i przywilejów prawnych. To są oczywiście pytania do ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego, odpowiedzialnego za rządową decyzję o powrocie do wiatrakowania Polski.

Jesteśmy ciekawi, jakimi to przesłankami oraz wyliczeniami korzyści i strat kierował się minister Tchórzewski, przywracając wiatraki do łask. Już w lutym tego roku pisaliśmy, że: Skoro budowa tysięcy wiatraków nie przynosi pożądanego efektu w postaci redukcji emisji CO2, to po co w ogóle je budować? W imię jakich racji mamy zwiększać udział OZE w miksie energetycznym, skoro osłabia to polską energetykę, obniża bezpieczeństwo energetyczne i generuje koszty związane z dofinansowywaniem OZE? Czekamy na bilans wydatków i przychodów związanych ze zwiększaniem udziału OZE w krajowej energetyce. Jak dotąd nikt nie pofatygował się, by coś takiego pokazać. Mówi się wciąż o tym, że Unia każe, że musimy mieć taki to a taki procent OZE w miksie i o zaspokajaniu ambicji klimatycznych, a za mało o kosztach dla gospodarki oraz dla konsumentów energii.” [3]

Za zielone fanaberie i żądzę zysku inwestorów zapłacą podatnicy. Jak zwykle zresztą.

Kto popiera wiatraki, ten przegrywa wybory

Redakcja stopwiatrakom.eu

Przypisy:

[1] http://stopwiatrakom.eu/aktualnosci/2557-niemcy-klimatyczny-lider-z-ci%C4%99%C5%BCk%C4%85-zadyszk%C4%85-biegnie-na-ko%C5%84cu-peletonu-walcz%C4%85cych-z-globalnym-ociepleniem.html

[2] https://www.dw.com/pl/problemy-ze-zwrotem-energetycznym-w-rfn-op%C3%B3%C5%BAnienia/a-45080606

[3] http://stopwiatrakom.eu/aktualnosci/2442-niemcy-transformacja-energetyczna-to-studnia-bez-dna,-czyli-o-nadmiarze-ambicji-w-stosunku-do-mo%C5%BCliwo%C5%9Bci.html