^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

portal woja z co2 2Na świecie rusza kolejna odsłona walki z emisjami CO2, czyli programy zastąpienia milionów samochodów spalinowych transportem napędzanym prądem elektrycznym. Podobnie jak w przypadku budowy energetyki opartej na wiatrowych i solarnych OZE, skala tego przedsięwzięcia jest olbrzymia. Przykładowo, Wielka Brytania ogłosiła właśnie program całkowitego przejścia na napęd elektryczny w transporcie do 2040 r.

Jaki jest bilans otwarcia elektromobilności? Jakich korzyści można się spodziewać i ile to będzie kosztować? Kto na tym skorzysta? Wstępne oceny wskazują, że elektryczna rewolucja w transporcie jest skrojona według tego samego wzorca co analogiczne „programy klimatyczne” w energetyce. W związku z tym można się spodziewać podobnych efektów. W tym artykule szczegółowo zajmujemy się jednak tylko jedną kwestią – skąd pochodzi kobalt – surowiec, który bank Goldman Sachs nazwał „benzyną nowej ery”, ponieważ jest on jednym z głównych składników akumulatorów pojazdów elektrycznych – każdy z nich zawiera 15 kg kobaltu. Okazuje się, że także jeśli idzie o warunki pozyskiwania kluczowego surowca, elektromobilność jest bratem syjamskim energetyki wiatrowej i słonecznej.   

Świat ogarnia kolejna fala gorączkowej polityki klimatycznej. Rozpoczyna się licytacja elit politycznych, kto zostanie „światowym liderem” rewolucji elektromobilności, czyli zastąpienia ogromnego parku pojazdów spalinowych, w tym milionów samochodów pasażerskich, środkami transportu napędzanymi elektrycznością. Konserwatywny rząd brytyjski – nie kojarzony formalnie z radykalnym ekologizmem - ogłosił właśnie program całkowitego przejścia na napęd elektryczny w transporcie do 2040 r.

699.1 Foto 1.jpg

Monica ma 4 lata i pracuje przy pozyskiwaniu kobaltu w Kongo.

Monica pomaga realizować politykę klimatyczną na Zachodzie.

źródło: Sky News

Bilans otwarcia tego wielkiego przedsięwzięcia – tak pod względem kosztów dla podatnika, jak i wpływu na przyszłe funkcjonowanie nowoczesnego społeczeństwa – niepokojąco jednak przypomina widoczne obecnie konsekwencje prób zastąpienia energetyki konwencjonalnej wiatrowo-słoneczną energetyką odnawialną. Z publikowanych aktualnie niezależnych analiz wynika bowiem w wielkim skrócie, co następuje:

Redukcja emisji CO2 – główne uzasadnienie dla wprowadzenia elektromobilności

Według nowych badań, „bilans emisyjny” zastąpienia samochodów spalinowych elektrycznymi -- w ujęciu od kołyski (tj. od pozyskania niezbędnych surowców) przez okres eksploatacji do grobu (tj. zagospodarowania zużytych elementów pojazdów) -- jest niewspółmiernie mały w porównaniu do kosztów tego programu, czyli te same środki można by wykorzystać w inny sposób dający dużo lepsze efekty. Nawet takie niewielkie „korzyści klimatyczne” możliwe są jednak tylko w przypadku krajów o niskoemisyjnej energetyce (przede wszystkim energetyka jądrowa, także gazowa). Natomiast w przypadku gospodarek średnio - i wysokoemisyjnych (Indie, Polska, itd.) przestawienie transportu na napęd elektryczny podwaja emisje CO2 w danym kraju.  Energetyka musi bowiem dostarczyć bardzo dużo dodatkowej energii elektrycznej. Oblicza się, że zapewnienie prądu dla transportu elektromobilnego wymaga będzie budowy dodatkowych 10 tysięcy turbin wiatrowych w samej Wielkiej Brytanii. Tymczasem budujące wiatraki Niemcy nie odnotowały spadku emisji CO2 od 2009 r., a według najnowszych prognoz zmniejszenia tych emisji nie należy oczekiwać także w nadchodzących latach. 

Rośnie góra odpadów, w tym wybitnie szkodliwych dla środowiska

W ostatnich miesiącach opublikowano szereg wyliczeń dotyczących milionów ton nie poddających się recyrkulacji odpadów pochodzących ze zużytych elektrowni wiatrowych i paneli fotowoltaicznych w perspektywie do połowy naszego wieku. Przykładowo, przedstawiciel największej firmy zajmującej utylizacją odpadów w Niemczech potwierdził w wywiadzie dla prasy, że w Niemczech elementy skrzydeł wiatraków nie poddają się utylizacji. Do tej góry odpadów dojdą teraz ogromne ilości komponentów akumulatorów samochodów elektrycznych. Od wiatraków przez fotowoltaikę po akumulatory samochodowe wzrasta też stopień szkodliwości tych odpadów dla ludzi i środowiska.

Argument postępu technologicznego: nowa technologia transportu zastępuje przestarzałą

Z tezą, że technologia produkcji energii z wiatru i słońca reprezentuje nowy, wyższy etap w rozwoju techniki, spotykaliśmy się najczęściej u początków polityki klimatycznej jakieś dziesięć lat temu. Argumentacja była taka, że  wiele przełomowych technologii wymaga na początku wsparcia publicznego (co uzasadniało dotacje na etapie uruchomienia energetyki wiatrowej i słonecznej). Pisano, że energetyka wiatrowa i słoneczna zapewni Zachodowi trwałą przewagę konkurencyjną nad resztą świata (w tym Chinami!).

W przypadku turbin wiatrowych i urządzeń fotowoltaicznych argumentacja okazała się bałamutna. Po pierwsze, inwestycje wiatrakowe i fotowoltaiczne dalej zamierają (z niewielkimi wyjątkami) z chwilą odcięcia dotacji publicznych. Po drugie, nie sposób porównywać sukces nowych technologii rzeczywiście wnoszących nową wartość dodaną, jak Internet czy poczta elektroniczna, z wiatrakowymi OZE. Dla ilustracji, poczta elektroniczna wyparła w znacznym stopniu korespondencję pisemną za pośrednictwem tradycyjnej poczty bez sztucznego zawyżania kosztów usług pocztowych, a także bez akcji propagandowej mającej przekonać konsumentów, że listy przenoszą śmiertelnie groźne zarazki. Nie ma to wiele wspólnego z tradycyjną sytuacją, kiedy rząd wspiera rozwój nowych technologii, a następnie pozwala jej funkcjonować w normalnym otoczeniu rynkowym.

Niedawne zawieszenie subsydiowania zakupu samochodów elektrycznych w kilku krajach spowodowało natychmiastowe załamanie się sprzedaży najbardziej znanych samochodów tego typu produkowanych przez koncern Tesla. Kwestia tego, czy samochody elektryczne będą kiedyś konkurencyjne kosztowo – bez konieczności wprowadzenie specjalnych administracyjnych rozwiązań bądź wręcz zakazów stosowania dotychczasowych technologii transportu – pozostaje nie rozstrzygnięta.

Koszt budowy infrastruktury wspierającej elektromobilność

Publiczne dopłaty do instalowania elektrowni wiatrowych czy paneli fotowoltaicznych, a obecnie także zakupu samochodów z napędem elektrycznym, stanowią zaledwie ułamek – i to stale malejący – ogólnych kosztów ponoszonych przez podatnika i konsumenta w związku z funkcjonowaniem tych branży. W przypadku energetyki wiatrowej i solarnej wciąż jeszcze  widać tendencję do pomijania systemowych kosztów niestabilnych dostaw energii w oficjalnych analizach. Bez echa pozostają głosy ekspertów – jak niedawno w Australii przeżywającej kryzys energetyczny spowodowany przez prowiatrakowe lobby – by obciążać kosztami destabilizacji sieci producentów energii powodujących tę destabilizacje, czyli operatorów farm wiatrowych.

Jeśli idzie o systemowe koszty elektromobilności, to na przykład w Wielkiej Brytanii mamy plany zbudowania gigantycznej sieci indywidualnych stacji ładowania dla każdego samochodu pasażerskiego przed miejscem zamieszania właściciela pojazdu. Jest to konieczne, aby umożliwić przetrwanie niezawodnego transportu indywidualnego (samochody będzie można ładować w godzinach nocnych).

Jak już pisaliśmy, Brytyjczycy mają już za sobą bardzo kosztowny eksperyment, w ramach którego na najpierw podatnik brytyjski dotował samochody dieslowskie (od 2002 r.), a obecnie rząd stara się administracyjnie zwalczać korzystanie z tych samochodów. W obu przypadkach motywując to ekologią [2].

Wydaje się więc, że jeśli faktycznie dojdzie do realizacji programu elektromobilności na skalę ambicji jego twórców, względy ekonomiczne i techniczne wymuszą likwidację dotychczasowego transportu prywatnego. Nie będzie więc to zastąpienie jednej technologii inną bardziej wydajną i nowoczesną, lecz eliminacja pewnych udogodnień, które stworzyła cywilizacja oparta na paliwach kopalnych.

Nowe mocarstwo światowe: walka z klimatem w strategii geopolitycznej Chin

Od lat zwraca się już uwagę na niezwykle umiejętny sposób, w jakich Chiny wykorzystują możliwości stwarzane przez obecną politykę klimatyczną Zachodu do budowy swojej geopolitycznej potęgi na całym świecie. Wbrew prognozom zachodnim z przełomu wieku, nowe technologie OZE nie dały Zachowi przewagi konkurencyjnej nad Chinami. Chiny są w tej chwili jednym z największych beneficjentów strumienia pochodzących z kieszeni zachodnich podatników dotacji na rozbudowę energetyki wiatrowej i solarnej. Jednocześnie realizują potężne inwestycje w energetykę konwencjonalną, w tym węglową w Afryce i w Azji, w krajach takich jak Indonezja czy Pakistan, wykorzystując w tym celu na przykład węgiel importowany z Australii, która zamyka elektrownie węglowe. Chiny wykorzystują więc możliwości, jakie stwarza im zachodnia polityka klimatyczna, do budowy własnej potęgi geopolitycznej. Choć trudno w to uwierzyć, ale po zapowiedzi wycofania się USA z Porozumienia Paryskiego, Chiny zostały uznane przez część zachodnich polityków, ekologów (np. Greenpeace) i mediów, a nawet przedstawicieli Watykanu, za jednego ze światowych liderów ekologii.

Jeśli idzie o produkcję samochodów elektrycznych, w mediach niemieckich można znaleźć obawy, czy model biznesowy niemieckich koncernów motoryzacyjnych, który bazuje na wysokiej marży zysku ze sprzedaży samochodów benzynowych o dużej pojemności silnika da się przystosować do warunków konkurencji z tanimi samochodami o napędzie elektrycznym, których produkcję mają uruchomić Chiny. „Stanie w rozkroku” między silnie dotowanymi OZE a tradycyjną energetyką, która sprowadzona została do funkcji usługowej wobec farm wiatrowych i fotowoltaicznych, jednak bez możliwości uzyskania godziwej rekompensaty, jest już przyczyną kryzysu wielkich niemieckich koncernów energetycznych. Może się więc okazać, że przechodząc na elektromobilność Europa pozbawi się także ważnej gałęzi przemysłu – branży motoryzacyjnej, a na jej rynku królować będą samochody chińskie.

Jak wskazujemy poniżej, Chiny zajmują też kluczową pozycję, jeśli idzie o kontrolę surowców wykorzystywanych do produkcji urządzeń służących do realizacji polityki klimatycznej.

Pozyskiwanie kobaltu, czyli ABC elektromobilności

Między technologiami nowej energetyki odnawialnej (turbiny wiatrowe, panele fotowoltaiczne) a techniką elektromobilności widać zadziwiające podobieństwa. Jedno z nich dotyczy warunków, w jakich pozyskiwane są podstawowe surowce wykorzystywane w tych celach.

Pisaliśmy poprzednio, że główne światowe centrum wydobycia i rafinacji tzw. pierwiastków ziem rzadkich znajduje się w północnych Chinach (rejon miasta Baoutou). Każda z ok. 200 tysięcy turbin wiatrowych na Ziemi zawiera kilka ton tego surowca. Bardzo duże ilości metali ziem rzadkich pochłaniają akumulatory samochodów elektrycznych. W tym regionie trwa klęska ekologiczna, o której zachodnia opinia publiczna informowana jest już od 2011 r. Reportaż telewizji australijskiej z marca br. wskazał na hipokryzję polityki ekologicznej: „Czyste, ekologiczne, odnawialne okazuje się brudne, trujące i zabójcze.” [1]

Teraz dowiadujemy się o warunkach, w jakich wydobywany jest kobalt – surowiec, który bank Goldman Sachs nazwał „benzyną nowej ery”, ponieważ jest on jednym z głównych składników akumulatorów pojazdów elektrycznych – każdy zawiera 15 kg kobaltu.

W statystykach światowej produkcji kobaltu Kongo jest zdecydowanym liderem – w tym afrykańskim kraju pozyskuje się 51 tysięcy metrów sześciennych tego surowca do produkcji akumulatorów pojazdów elektrycznych i hybrydowych, a w drugich w kolejności Chinach tylko 7 tysięcy [3].

Brytyjskie media (Sky News i Mail Online) ujawniły ostatnio warunki, w jakich kobalt jest wydobywany w Demokratycznej Republice Konga [2]. Śledztwo dziennikarskie Sky News ujawniło, że przy wydobyciu kobaltu pracować może nawet 40 tysięcy dzieci. Dziennikarze brytyjscy rozmawiali z górnikami kobaltu w wieku ośmiu i czterech lat!

699.2 Foto 2.jpg

„Wszystko boli”, mówi 11-letni górnik z Konga Specjalny raport Sky News dostępny jest tutaj:

https://youtu.be/JcJ8me22NVs

699.3 Foto 3.jpg

Ten górnik ma 8 lat. Jego praca służy realizacji marzenia ekologów o „czystym” transporcie. Nadzorcy krzyczą na dzieci, żeby pracowały uważnie, grożąc im pobiciem. źródło: Sky News

Praca tych dzieci polega na przerzucaniu gołymi rękami zwalisk kamieni wydobytych z szybów kopalnianych w poszukiwaniu śladów kobaltu. Czerwony pył gryzie je w oczy, grożą im choroby skóry i rak płuc – kobalt jest tak groźny, że istnieje odrębna jednostka chorobowa „płuco kobaltowe”, choroba płuc spowodowana wziewnym narażeniem na kobalt. Agenda ONZ Międzynarodowa Organizacja Pracy określa górnictwo kobaltu w Kongo jako „jedną z najgorszych form pracy dzieci” z powodu zagrożenia zdrowia. Inne 11-letnie dziecko, z którymi rozmawiał Sky News, powiedziało, że pod koniec pracy każdego dnia „wszystko boli”. Za swoją pracę te dzieci dostają odpowiednik 1,50 zł dziennie.

Próbki gruntu zebrane z okolic kopalni kobaltu przez naukowców z lokalnego Uniwersytetu w Lubumbashi pokazują, że jest to jeden z najbardziej zanieczyszczonych obszarów na świecie. W moczu pobliskich mieszkańców stężenie kobaltu przekracza 43 razy normę, poziom ołowiu – pięciokrotnie, a poziom kadmu i uranu – czterokrotnie. Nawet spożycie warzyw uprawianych lokalnie może powodować wymioty i biegunkę, uszkodzenie tarczycy i śmiertelnego raka płuc. Ptaki i ryby nie mają szans na przeżycie w tym środowisku.

Kobalt wydobywa się w szybach o głębokości do 200 metrów. Pracujący tam dorośli górnicy nie posiadają żadnego wyposażenia ochronnego czy nowoczesnych narzędzi. Niekiedy do szybów, które grożą ciągłym zawalaniem, wysyła się też dzieci.

Jak pisze Daily Mail, efektem polityki zastępowania samochodów spalinowych elektrycznymi - Wielka Brytania ogłosiła ostatnio program całkowitego przejścia na napęd elektryczny w transporcie do 2040 r. - może być wciągnięcie do tej pracy dalszych tysięcy dzieci.

699.4 Foto 4.jpg

W tej notce z prasy brytyjskiej napisano m.in. że „zwolennicy samochodów elektrycznych wskazują na korzyści uwolnienia się od zanieczyszczeń, a także twierdzą, że niższe emisje przyczynią się do zmniejszenia zagrożenia globalnym ociepleniem źródło: Daily Mail Online

Niemal wszyscy wielcy producenci samochodów na świecie, którzy walczą obecnie o sprostanie wymogom nowej radykalnej polityki ekologicznej na Zachodzie, kupują kobalt w Kongo, które posiada 60% złóż tego strategicznego surowca.

Kobalt wydobywany jest w kopalniach nie objętych żadnymi przepisami ochrony pracy, a następnie transportowany do Azji, gdzie produkuje się akumulatory do samochodów elektrycznych. Zachodnia polityka ekologiczna spowodowała gwałtowny wzrost zapotrzebowania na kobalt. Jeśli bateria jednego smartfonu zawiera nie więcej niż 10 gram rafinowanego kobaltu, to do produkcji jednego samochodu elektrycznego potrzebne jest już 15 kilogramów.

Kontrolę nad największym zakładem wydobycia kobaltu w Demokratycznej Republice Konga sprawują Chińczycy – sam koncern nazywa się Congo Dongfang Mining Company. Z Kongo ruda kobaltu transportowana jest do Chin, gdzie działa gigantyczny zakład rafinacji – Zhejiang Huayou Cobalt. W rozmowie z dziennikarzami Washington Post, przedstawiciele chińskiego koncernu Huayou Cobalt powiedzieli, że zaprzestanie korzystania z pracy dzieci byłoby „nieodpowiedzialne”. Według nich, „mogłoby to spowodować pogorszenie ubóstwa w regionach wydobycia kobaltu i pogorszyć poziom życia miejscowych górników”.

Amnesty International twierdzi, że żaden z 16 zachodnich producentów samochodów elektrycznych nie przeprowadził analizy warunków pozyskiwania kobaltu, zgodnie z odpowiednimi deklaracjami międzynarodowymi.

Słynny lider na rynku samochodów elektrycznych Tesla planuje wyprodukować pół miliona takich samochodów w 2018 r., do czego potrzebne mu będzie 7800 ton kobaltu. Oznacza to dalszy gwałtowny wzrost cen kobaltu.

Daily Mail pisze, że są dowody na to, że niektóre korporacje zachodnie anulują swoje umowy z kopalniami, w których obowiązują przepisy ochrony pracy i stosuje się nowoczesne urządzenia – przechodząc na współpracę z kopalniami, w których korzysta się z pracy dzieci.

Programy na rzecz rewolucji w transporcie na Zachodzie dopiero się rozkręcają. Wraz z nimi zaostrzy się walka o dostępnych do niezbędnych surowców, takich jak kobalt.

Opracował: Scriba

Logo stopwiatrakom

Przypisy:

[1] Zobacz: http://stopwiatrakom.eu/wiadomo%C5%9Bci-zagraniczne/2208-chiny-jak-powstaj%C4%85-ekologiczne-turbiny-wiatrowe-%E2%80%93-reporta%C5%BC-telewizji-australijskiej-z-napisami-w-j%C4%99zyku-polskim.html oraz http://stopwiatrakom.eu/stopwiatrakom-tv/1465-chiny-brudny-sekret-energetyki-wiatrowej-ekologiczna-katastrofa-w-mongolii-wewn%C4%99trznej-i-nieodnawialno%C5%9B%C4%87-%E2%80%9Eodnawialnej-energii%E2%80%9D.html

[2] http://stopwiatrakom.eu/wiadomo%C5%9Bci-zagraniczne/2206-wielka-brytania-%E2%80%9Egra-w-zielone%E2%80%9D-staje-si%C4%99-coraz-bardziej-absurdalna-i-kosztowna.html (14.04.2017). Zobacz część artykułu zaczynający się od działu: Wielka Brytania: kierowcy wrobieni w diesla.

[3] http://www.dailymail.co.uk/news/article-4764208/Child-miners-aged-four-living-hell-Earth.html (5.08.2017)

Podziękowania: dziękujemy za wskazanie tego artykułu autorowi bloga   tallbloke.wordpress.com

stopwiatrakom stopka 1