^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

portal wiadomosci zagraniczneDziennik „The Australian” pisze, że istnieje bardzo prosty sposób, aby dowiedzieć się, ile wynosi prawdziwy koszt energii wytwarzanej przez farmy wiatrowe. [1] Każdy podmiot, który chce sprzedawać energię do krajowej sieci energetycznej, powinien zagwarantować minimalny poziom dostaw energii przez całą dobę przez cały rok.

Przykładowo, jeśli jesteśmy inwestorem wiatrowym i chcemy wybudować farmę wiatrową o mocy 1.000 MW. to znaczy farma będzie produkować tyle energii, kiedy będzie wiał wiatr.

Tutaj stajemy jako inwestor przed dylematem. Jeśli chcemy sprzedawać produkcję z farmy wiatrowej o mocy 1.000 MW do sieci energetycznej, będziemy musieli zagwarantować dostawy na poziomie, powiedzmy, 800 MW przez cały czas trwania umowy. Jeśli jednak nie będzie wiało, a my nie będziemy mogli produkować energii, to obowiązani będziemy natychmiastowo zakupić 800 MW od kogoś, kto dysponuje w tym czasie faktycznymi mocami produkcyjnymi, np. elektrownią gazową, którą można uruchomić natychmiast i generować energię. No i będziemy musieli dalej kupować tę energię, aż do momentu, kiedy znowu zacznie wiać. To oznacza w przybliżeniu podwojenie kosztów naszej inwestycji.

Najprostszym rozwiązaniem dla nas jako inwestora wiatrakowego byłoby zbudować — tuż obok naszej farmy wiatrowej — własną elektrownię gazową o mocy co najmniej 800 MW. Warto zauważyć, że z tego dodatkowego obiektu będziemy mogli korzystać tylko okresowo, bo nie wolno nam przecież dostarczać do sieci aż 1800 MW w okresach wietrznych, tj. 1000 MW z farmy wiatrowej plus 800 MW z centrali gazowe, tylko 800 MW.

Drugie rozwiązanie polega tym, że przy potencjale 1000 MW zadeklarujemy tylko 200 MW w gwarantowanych dostawach do sieci. Tylko, że w warunkach australijskich będziemy mogli zagwarantować dostawy w krótkich okresach bezwietrznych, wyłącznie jeśli kupimy 10-20 dostępnych baterii Tesla. Niezależnie od potężnego wydatku na baterie Tesli, przy dobrym wietrze będziemy mieli nadwyżkę produkcji rzędu 800 MW (1000 MW - 200 MW), której nie wolno nam będzie sprzedać do sieci energetycznej, więc będziemy musieli ją wysłać „w powietrze”.

Taki jest realny, astronomiczny koszt inwestycji w budowę farmy wiatrowej (pomijamy tutaj inne koszty, związane np. z rozbudową połączeń sieciowych itd.). Jak pisze „The Australian”, ta prosta symulacja wyjaśnia, dlaczego począwszy właściwie już od epoki kamienia ludzkość odchodziła stopniowo od tzw. odnawialnych źródeł energii na rzecz rzeczywistych źródeł energii, jak węgiel, gaz naturalny i ropa naftowa. Ponieważ opisana wyżej sytuacja dublowania mocy energetycznych jest w oczywisty sposób nieracjonalna i kosztowna.

Nawet jeśli założymy, że racjonalne (z kosztowego punktu widzenia) może być posiadanie pewnego komponentu energii z wiatru w krajowym miksie energetycznym, to wielkość takiego udział możemy ocenić dopiero po urealnieniu kosztów produkcji sektora wiatrakowego (czy energetyki słonecznej). Wymaga to wprowadzenia wyżej wspomnianego obowiązku dla wszystkich dostawców energii elektrycznej do sieci krajowej.

W istocie opisana sytuacja - uzupełnianie nagle brakującej energii z wiatru z innych „nieodnawialnych” źródeł - odpowiada temu, jak obecnie funkcjonuje system energetyczny w Australii, zwłaszcza w południowo-wschodniej jej części, gdzie regionalne rządy forsowały i forsują rozbudowę wiatrowych i słonecznych OZE. Z taką tylko różnicą, że w obecnym systemie rozbudowa mocy wytwórczych zupełnie nie odzwierciedla systemowych kosztów wytwarzania energii przez producentów różnych typów. Brak urealnienia kosztów inwestycji wiatrakowych czyni energetykę australijską coraz bardziej chaotyczną i coraz mniej stabilną (dramatyczne wahania dostaw do sieci i cen energii) - co dramatycznie odbiega od tego, co było normą dla odbiorców energii elektrycznej w Australii przed nadejściem epoki „transformacji energetycznej”.

Już obecnie w południowo-wschodniej części Australii energetyka wiatrowa jest w stanie dostarczać nawet 4.500 MW w dobrych warunkach wietrznych. Taki poziom osiągnięto wielokrotnie w ciągu jednego tygodnia w sierpniu br. Jednak pewnego dnia wieczorem produkcja wszystkich farm wiatrowych w pięciu wschodnich stanach Australii nagle spadła do 288 MW.

W stanie Południowa Australia, rządzonym przez entuzjastów OZE, we wtorek o godzinie 18:15 - kiedy ludzie wracali do domów po pracy, włączali światło, grzejniki (w Australii jest teraz zima), kuchenki elektryczne itd. — całkowita produkcja farm wiatrowych w tym stanie wynosiła ledwie 4 MW. Prawdopodobnie tyle, ile konieczne jest do podtrzymania funkcjonowania samych farm wiatrowych.

logo stop wiatrakom mini[Nasz komentarz] Wiatrakowe obrazki z Australii jasno pokazują prawdziwą naturę energetyki wiatrowej, czyli brak technicznej możliwości zaspokojenia podstawowych potrzeb energetycznych obywateli oraz przemysłu. Jakby operatorzy farm wiatrowych nie tłumaczyli i zachwalali, nie są w stanie sprawić, że instalacje wiatrowe będą pracowały w sposób ciągły i przewidywalny. Wiatraki albo pracują za dużo, albo za mało. Rzadko kiedy, o ile w ogóle pracują w sam raz. W każdym za to przypadku generują dodatkowe koszty związane zarządzaniem siecią energetyczną w imię wyimaginowanych korzyści środowiskowych związanych z ograniczaniem emisji dwutlenku węgla. Pisaliśmy na początku roku o problemach szwajcarskiego operatora sieci elektroenergetycznej [2] i kolejne przykłady tylko potwierdzają naszą tezę. Dlatego też od dłuższego czasu powtarzamy, że obiektywnie nie ma żadnego, racjonalnego argumentu za popieraniem rozwoju energetyki wiatrowej. To się zwyczajnie nie opłaca.

Trudno też nazywać pomysł na pozyskiwanie energii z wiatru „nowoczesnym”, gdyż rozwijanie tej właśnie technologii wytwarzania energii cofa nas o trzy kroki wstecz na wykresie osobliwości technologicznej w stosunku do najlepszej posiadanej przez ludzkość technologii, czyli energetyki atomowej. O punktach osobliwości technologicznej w energetyce pisaliśmy już w czerwcu 2016 r. [3] i warto sięgnąć do tego tekstu, by samemu przekonać się dlaczego dzisiaj mamy do czynienia nie tyle z „transformacją energetyczną”, ile z „dewastacją energetyczną”. Tak, jakby komuś szczególnie mocno zależało na tym, by ludzkość nie posiadała tanich, efektywnych i sterowalnych źródeł energii.

Tłumaczenie, opracowanie i komentarz

Redakcja stopwiatrakom.eu

Przypisy:

[1] Terry McCrann, „The one rule that would expose wind power’s true cost”, The Australian, 17.08.2019 r. — cytowany w całości tutaj: Loser Pays: Making Wind & Solar Pay the Staggering Cost of their Chaotic Intermittency – STOP THESE THINGS -- https://stopthesethings.com/2019/08/29/loser-pays-making-wind-solar-pay-the-staggering-cost-of-their-chaotic-intermittency/

[2] http://stopwiatrakom.eu/wiadomo%C5%9Bci-zagraniczne/2689-szwajcaria-nawet-szwajcarska-sie%C4%87-energetyczna-nie-daje-sobie-rady-z-wiatrakami-i-solarami.html

[3] http://stopwiatrakom.eu/aktualnosci/1881-dlaczego-energetyka-wiatrowa-nie-zbli%C5%BCy-nas-do-kolejnego-punktu-osobliwo%C5%9Bci-technologicznej.html