^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

portal komentarz redakcjiWydarzeniem tygodnia była oczywiście długo oczekiwana rekonstrukcja rządu. Przyjdzie jeszcze czas na spokojną ocenę tych zmian, gdyż rząd musi zacząć normalnie pracować. W ministerstwach objętych zmianami pojawią się nowi wiceministrowie. Przygotowywana jest też nowelizacja ustawy o działach administracji rządowej, która wyjaśni czym dokładnie będą zajmowały się resorty Inwestycji i Rozwoju, Przedsiębiorczości i Nowych Technologii, Energii oraz Infrastruktury i Budownictwa.

Zmiany personalne przykuwają największą uwagę, ale wbrew pozorom nie one są najważniejsze. Jasne już jest, że w wyniku rekonstrukcji stanowiska straciły osoby postrzegane jako bezkompromisowe i chodzące własnymi ścieżkami (Beata Szydło, Antoni Macierewicz i prof. Jan Szyszko), reprezentujące tradycyjny, konserwatywny elektorat. Na pierwszy plan zostały zaś wysunięte osoby o mniej kontrowersyjnym wizerunku i postrzegane, jako zwolennicy modernizacji i dalszej, ścisłej współpracy z Unią (Mateusz Morawiecki, Jerzy Kwieciński, Jadwiga Emilewicz).

Nowe otwarcie polityczne jest rządowi bardzo potrzebne zwłaszcza w relacjach zewnętrznych, gdyż wzmocnienie naszej pozycji gospodarczej i politycznej, opór przed bezkrytycznym przyjmowaniem imigrantów przez Polskę oraz kolejnych regulacji prawnych budujących państwo europejskie, stanowi źródło konfliktu z europejskimi elitami. Podejmowane dotychczas próby dyscyplinowania polskiego rządu nie przyniosły – z punktu widzenia unijnego establishmentu – konkretnego efektu, stąd też zastosowanie trybu przewidzianego w art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej.

Zasadniczą linię politycznego sporu w Europie, a także w Polsce, wyznacza dzisiaj stosunek do pogłębiania integracji europejskiej. Unijne elity chcą utworzenia „Stanów Zjednoczonych Europy”, a więc struktury państwa federacyjnego zarządzanego centralnie przez Komisję Europejską, a faktycznie przez Berlin. Wspominał o tym ostatnio przewodniczący niemieckiej SPD Martin Schulz. [link] Swoim wystąpieniem, Schulz dał wszystkim jasno do zrozumienia, jakie są niemieckie plany wobec Europy. W tym względzie, niemieckie elity polityczne są zawsze zgodne ze sobą. Różnią się jedynie metodami realizacji tych planów.

Realizacja planu pogłębiania integracji oznacza w praktyce likwidację samodzielnych państw członkowskich i przeniesienie ciężaru władzy do struktur unijnych. Na przykładzie polityki klimatyczno-energetycznej, którą opisujemy od wielu lat, widać to bardzo jasno i wyraźnie. Wszystkie najważniejsze decyzje, co do sposobu funkcjonowania rynku energii, mają zapadać w Komisji Europejskiej, a polski rząd ma jedynie „wykonywać plan” nakreślony w Brukseli. Na przykładzie prac nad „Pakietem zimowym” widać, że niezależność państw członkowskich w zakresie decydowania o tym z czego wytwarzają energię i jakie technologie stosują, jest nie do zaakceptowania przez unijne elity i stojące za nimi globalne korporacje. To już nie jest „wspólny rynek”, a „jednolity rynek” centralnie sterowany przez Komisję Europejską, która decyduje o wszystkim.  

Dotychczasowy sceptycyzm rządu premier Szydło wobec radykalnego pogłębiania integracji europejskiej i jej sprzeciw wobec różnych nie najmądrzejszych pomysłów politycznych pochodzących z Unii musiał zaważyć na decyzji o odsunięciu jej od władzy i przekazaniu teki premiera na rzecz Mateusza Morawieckiego. Należy to oceniać, jako zejście z twardego, konfrontacyjnego stanowiska, na rzecz bardziej koncyliacyjnego względem Unii.

Z dotychczasowych wypowiedzi nowego premiera niestety nie możemy dowiedzieć się, jaki naprawdę jest jego stosunek do planu pogłębiania integracji europejskiej i budowy federacji. Unijne elity postanowiły powiedzieć „sprawdzam” i czekają na odpowiedź czy Polska dołączy do „twardego jądra” Unii, czy też zamierza dalej trzymać się z dala od strefy euro, polityki imigracyjnej oraz ideologii multi-kulti? Konsekwencją braku entuzjazmu wobec dalszej integracji ze strony polskiego rządu będą mniej lub bardziej brutalne ataki, groźby i szantaże ze strony europejskich polityków, aż do wykluczenia ze struktur unijnych włącznie.

Będziemy bardzo uważnie obserwować rozwój sytuacji politycznej, gdyż najbliższe miesiące będą niezwykle istotne. Nasza przyszłość rozstrzyga się właśnie teraz.  Czy nowemu rządowi i samemu premierowi starczy zatem sił i determinacji, by obronić obecną, względnie samodzielną pozycję polityczną w ramach Unii czy też w imię pogłębiania integracji zgodzimy się na przyjęcie fali imigrantów, na wejście do strefy euro, na oddanie energetyki w ręce Komisji Europejskiej i kilka innych pomysłów podważających naszą podmiotowość międzynarodową oraz pozycje gospodarczą.

W listopadzie tego roku przypada setna rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę. Obyśmy nie musieli jej świętować przy dźwiękach marszu żałobnego zwanego „Odą do radości”. Wolimy „Mazurka Dąbrowskiego”.

Redakcja stopwiatrakom.eu

stopwiatrakom stopka 1